Orlik: powieść o koniu przyjacielu.

Orlik to powieść dla młodzieży autorstwa Stanisława Colonna-Walewskiego, doktora nauk medycznych, pisarza i kompozytora. wydana w roku 1938. Akcja powieści toczy się podczas pierwszej wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej. Książkę czytałem mając lat około dwunastu. Dziwną postać miała ta książka. Był to plik papierów przepisany na maszynie do pisania, Książka była objęta zapisem cenzury. Wszystkie egzemplarze, które znajdowały się w bibliotekach w Polsce zostały, wraz z tysiącami innych książek wywiezione do papierni i zniszczone pomiędzy rokiem 1946 a 1953. Książka opowiada o losach Leszka, członka Związku Strzeleckiego, który w sierpniu 1914 wyrusza na wojenny szlak i zostaje ułanem. Drugim bohaterem jest książki jest jego koń Orlik Książka jest w domenie publicznej, można pobrać ją tu: Orlik.pdf.

Antoni Ferdynand Ossendowski, “Przez kraj ludzi, zwierząt, i bogów”.

Sugerowany wiek czytelnika: 15+

Obiadek na stepach Mongolii

Dziś polecam Wam książkę niezwykłą. Książkę przetłumaczoną na 19 języków i wydaną w olbrzymich nakładach w wielu krajach świata. Książkę, wokół której wybuchło wielkie zamieszanie w rok ledwie po jej publikacji i trwa do dziś, choć nie wiem naprawdę czemu. Chociaż się domyślam. Ale od początku. W roku 1921, po ucieczce z Syberii, przez Mongolię i Chiny, dociera do Nowego Jorku emigrant z Rosji. Ścigany przez CzeKa ponad czterdziestoletni Polak, świetnie wykształcony chemik i fizyk (Sorbona), wykładowca akademicki, naukowiec, więzień polityczny carskiej Rosji, doradca generała Kołczaka i powiernik tajemniczego, krwawego, barona von Ungerna, podróżnik, pisarz, poliglota – Ferdynand Antoni Ossendowski. Emigrantem jest nietypowym, świetne wykształcenie, znajomość języków oraz liczne kontakty pozwoliłyby mu bez trudu znaleźć lukratywne zatrudnienie w dynamicznie rozwijającym się przemyśle amerykańskim. On jednak traktuje pobyt w Ameryce jedynie jako przystanek w drodze do Polski. W Nowym Jorku próbuje namówić wydawców do opublikowania serii artykułów o jego podróży przez Azję centralną, by w ten sposób powiedzieć Amerykanom o tym co dzieje się w sowieckiej Rosji. Jego namowy odnoszą sukces nadspodziewany (w książce przeczytacie, że zdawał sobie sprawę ze swego daru przekonywania) i wydawca składa mu propozycję napisania książki. Świetnie się składa bo Ossendowski ma już dużą część rękopisu. Wydawać by się mogło, że nic prostszego pod słońcem nie ma, nad opisanie swoich przygód w dalekich i nieznanych krajach. Stanął jednak autor przed, co najmniej, dwoma problemami. Po pierwsze, trzeba było napisać książkę dla amerykanów z uwzględnieniem ich ówczesnej wrażliwości. Opisy okrucieństw są więc precyzyjnie dawkowane. Opisów, jakie znamy z pamiętników z tamtego okresu. amerykański czytelnik nie zniósłby i nie uwierzył w nie. Humorystycznym dowodem na owe dostosowanie tekstu do realiów amerykańskich początku lat dwudziestych jest też akapit, w którym autor tłumaczy siebie i swoich towarzyszy tułaczki, ze wzmacniania herbaty wódką anyżową, motywując to trudnymi warunkami bytowania. Pisze, że nic w tym niemoralnego nie było. W USA trwały właśnie pierwsze lata prohibicji.

Problem drugi, przed którym stanął Ossendowski był znacznie poważniejszy. To już była sprawa życia i śmierci wielu ludzi. Otóż spodziewał się zapewne, że czytelnikami jego wspomnień będą nie tylko spragnieni wrażeń Amerykanie. Znacznie bardziej wnikliwymi krytykami literackimi będą tęskniący za nim czekiści. Wspomnienia takie, spisane ściśle, byłyby dla nich wspaniałym prezentem. Ruszyliby opisanym szlakiem mordując wszystkich, którzy choćby w najmniejszym stopniu przyczynili się albo mogli się przyczynić, do ucieczki autora. Dodatkowo zamknęliby istniejące, być może nadal, szlaki przerzutowe, którymi mogli podążać wciąż inni uciekinierzy. Zaryzykuję hipotezę, że wspomnienia Ossendowskiego nie tylko nie poinformowały CzeKa o ludziach i miejscach lecz wręcz dezinformowały sowiecką policję polityczną. Wygląda na to, że Pan Ossendowski zręcznie pozmieniał nazwy miejsc, kolejność wydarzeń i oczywiście część występujących w tekście imion i nazwisk. O tym, że tajemnica wisi w powietrzu Ossendowski zresztą informuje czytelnika wspominając np. o tajemniczych przyjaciołach wspierających go to gotówką, to fałszywymi dokumentami. Cóż za doskonały dla pisarza wątek godny rozwinięcia. Tymczasem Ossendowski wymownie milczy o tym. Tak więc drogi czytelniku, skupiony nad Google Maps, daremnie szukasz drogi Pana Ossendowskiego przez Azję. Wymieszał on wszystko w swojej książce, pozmieniał, ukrył tak, żeby w bezkresach kontynentu zbłądzili miejscowi czerwonoarmiści. A gdzież nam, w fotelach wygodnych odnajdywać jego drogę. Czy wszystko więc jest tam fałszywe i zmyślone. Na pewno nie. Wszak drogę tę autor bez wątpienia pokonał. Pamiętniki i raporty innych osób wspominają jego bytność w kluczowych momentach podróży, czasem mówiąc nawet o sprawach, o których autor milczy. Jestem przekonany, że jeśliby świadkowie tych wydarzeń wzięli “zwierzęta, ludzi i bogów” do ręki to bez trudu by siebie w tych wspomnieniach odnaleźli. Odnaleźliby wspomnienie rozmów i wydarzeń. i tamte krajobrazy. Warto wspomnieć także o tym, że potrafił pisać Ossendowski o faktach i ludziach i miejscach bardzo ściśle i dokładnie. Te jego prace, raporty wywiadowcze, wysyłane do placówek polskich, brytyjskich i japońskich spoczywają jednak w archiwach i nigdy nie zostały wydane (choć jak dobrze poszukacie to coś w Internecie znajdziecie). Wkrótce po ukazaniu się książki, szybciej chyba niż się autor spodziewał, pojawili się “demaskatorzy”. Na ich czele stał wybitny podróżnik i uczony szwedzki, znany miłośnik niemieckiego militaryzmu, Sven Hedin. Uczony ów odkrył, że w opisie podróży do Tybetu nic się nie zgadza. Brawo Sherlocku, chciałoby się zakrzyknąć! Jak pisał, odkrycia tego dokonał przypadkiem czytając książkę Ossendowskiego, kupioną też przypadkiem, podczas podróży  koleją transsyberyjską. Bolszewicy bowiem byli tak mili, że wpuścili jego wyprawę z Mongolii do Rosji co było raczej rzadkością. Jeszcze rzadsze było, żeby wypuścili kogoś, kogo wpuścili. No ale widać miał facet szczęście. Niestety, celowo czy bezwiednie, Hedin wyjaśnił czekistom przyczyny niepowodzenia ich śledztwa już w roku 1923. Trochę szkoda. Natomiast jeśli chodzi o cel informacyjny to tu Ossendowski osiągnął pełny sukces. Książka rozeszła się po całym świecie i dzięki potędze popkulturowego przekazu była potężnym przeciwnikiem dla propagandy sowieckiej. Dla nas dzisiaj jest to lektura będąca wielowarstwową zagadką, której kolejne poziomy można bezpiecznie odkrywać z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Czytając książkę, nie raz miałem skojarzenia z “Władcą Pierścieni”, bohater przemierzający bezkres lądu w towarzystwie swojego silnego przyjaciela, przeprawy przez przełęcze górskie, gdzie złe moce próbują zatrzymać podróżników i wszędzie stada Orków 🙂 Przypadek? Być może.

Ponieważ od śmierci autora minął czas wskazany przez prawo na ochronę praw autorskich, książki Ossendowskiego znajdują się w domenie publicznej. Wiele tytułów można pobrać z portalu Biblioteki Narodowej Polona. Ponieważ czasy się zmieniają a zwolennicy cenzury wciąż mają się dobrze, zabezpieczyłem książki Pana Ossendowskiego. Skan “Przez kraj…” wykonany przez Bibliotekę Narodową można pobrać także z tej strony:  Pobierz pdf!

Edward Kajdański “Tajemnica Beniowskiego”, Maurycy Beniowski “Pamiętniki”.

#LekturyNieoczywiste Edward Kajdański “Tajemnica Beniowskiego”. Maurycy Beniowski “Pamiętniki” w opracowaniu Edwarda Kajdańskiego.

Czas roku szkolnego płynnie i niepostrzeżenie przechodzi tego roku w czas wakacji. Wraz z coraz śmielej grzejącymi promieniami słońca odradza się w nas tęsknota za wyprawami małymi i dużymi. W Lekturach Nieoczywistych czas więc na literaturę podróżniczą.Dziś polecam Wam dwie pozycje. Pierwsza, to książka Edwarda Kajdańskiego “Tajemnica Beniowskiego.Odkrycia, intrygi, fałszerstwa.” 

Maurycy August hrabia Beniowski,szlachcic węgierski i polski, uczestnik Konfederacji Barskiej, zesłany na Kamczatkę. Tam wywołuje bunt, przejmuje władzę na półwyspie, po czym zająwszy statek “Św. Piotr i Paweł”, ucieka z Kamczatki, żeglując przez nieznane wówczas wody jako pierwszy europejski podróżnik. 

Autor “Tajemnicy Beniowskiego”, podróżnik, pisarz i znawca dalekiego wschodu dokonuje w książce krytycznej analizy “Pamiętników”  Maurycego Beniowskiego. Książkę liczącą niemal pięćset stron czyta się jednym tchem jak literaturę sensacyjną. Autor w oparciu o własne badania archiwalne i podróże szlakiem  hrabiego Beniowskiego weryfikuje informacje zawarte w “Pamiętnikach”. Weryfikuje pozytywnie. Odkrywa też, całą sieć intryg mających na celu fałszowanie pamiętników i zdyskredytowanie autora, którego działalność godziła w interesy polityczne i ekonomiczne wielkich imperiów (do pewnego stopnia godzi do dzisiaj). Kiedy już przeczytacie “Tajemnicę…” czas przyjdzie sięgnąć po opracowane przez tegoż samego autora same “Pamiętniki”. to kolejne, wraz z dodatkami, ponad sześćset stron pasjonującej lektury. 

Post Scriptum.

Obydwie książki zostały wydane przez Oficynę Wydawniczą Volumen. “Tajemnica…” w roku 1994, “Pamiętniki” w 1995 roku. Dziś są to książki trudno dostępne. Można je odnaleźć w nielicznych bibliotekach i czasami na aukcjach w Internecie . Szukajcie bo warto! @Oficyna Wydawnicza Volumen może warto pomyśleć o wydaniu ebooków? Oto narodziły się nowe pokolenia czytelników :-